Dodam nawet, że
prawdopodobieństwo na takie spadki oceniam w okolicach 90%. Więc
prawdopodobieństwo zarobku na spadającej cenie wydaje się bardzo wysokie… mimo
tego nie będę na rynku otwierał shorta, czyli pozycji zarabiającej na spadkach,
z kilku powodów. Jakie to powody, za chwilkę wyjaśnię.
Najpierw jednak może warto
wspomnieć jak w ogóle dochodzę do aż 90% prawdopodobieństwa spadku ceny w
okolice 60 $?
Zacznijmy od tego co tak w ogóle
wywołało nagły wzrost ceny ropy – jeśli choć trochę interesujecie się
geopolityką i lub rynkami finansowymi, to wiecie, że wzrost cen ropy
spowodowany był zablokowaniem jednego z najważniejszych szlaków handlowych
świata – cieśniny Ormuz, przez którą transportowane jest ok. 20% światowej
ropy.
Szlak blokuje Iran, który wziął
sobie go za zakładnika, bo skoro militarnie nie są w stanie przeciwstawić się
Stanom Zjednoczonym, to chociaż mogą im zaszkodzić blokując właśnie ten szlak.
Ale dlaczego blokada szlaku,
powodująca wzrost ceny ropy miałaby Stanom Zjednoczonym zaszkodzić. Powodów
jest kilka – miedzy innymi te wymienione we wstępie, czyli że przez wysoką cenę
ropy rośnie ryzyko destabilizacji gospodarki. Rosną koszty produkcji i
transportu, co przedsiębiorstwa starają się neutralizować podwyżkami cen, które
następnie prowadzą do wzrostu inflacji. A jaki problem przynosi wyższa
inflacja, to myślę dobrze pamiętamy z przykładu sprzed paru lat. Szczególnie
Stanom Zjednoczonym wysoka cena ropy nie jest na rękę, szczególnie teraz kiedy
potrzebują tanią energię do budowy tych swoich centrów danych. Amerykańskie
przedsiębiorstwa przez za wysoką cenę ropy mają po prostu więcej kosztów niż
kraj jako eksporter, wpływu ze sprzedaży.
Oznacza to, że wraz z dłuższym
czasem blokowania cieśniny Ormuz, rośnie presja wobec Stanów Zjednoczonych, by
sytuację tą ponownie załagodzić. Z tego też względu odblokowanie szlaku powinno
nastąpić prędzej niż później i patrząc po zachowaniu się rynku akcyjnego,
inwestorzy właśnie obstawiają zbliżające się zakończenie tego blokowania.
Myślę, że w maju wszystko wróci już do normy, a jeśli nie, rynek akcji ponownie
może włączyć bieg wsteczny.
Kolejny powód dla którego spadek
ceny ropy w dłuższym terminie jest tak wysoko prawdopodobny, to opuszczenie
przez Zjednoczone Emiraty Arabskie OPEC i OPEC+. OPEC to Organizacja Państw
Eksporterów Ropy Naftowej, która powstała, aby koordynować politykę naftową jej
członków, stabilizować ceny ropy naftowej na świecie oraz zapewniać opłacalne
zyski z jej wydobycia. Poprzez kontrolę poziomu produkcji, grupa ta wpływa na
globalną podaż, zapobiegając nadmiernym spadkom cen.
I teraz, a dokładniej od 1 maja,
Zjednoczone Emiraty Arabskie, w skrócie ZEA nie będą częścią tej organizacji.
Powodem dla którego ZEA opuszcza OPEC jest oczywiście sytuacja polityczna,
gdzie kraj ten od początku wojny USA z Iranem regularnie było celem Irańskich
ataków rakietowych i dronów. Blokada cieśniny Ormuz przez Teheran poważnie
ograniczyła możliwości ZEA w zakresie eksportu ropy naftowej.
W związku z tym ZAE chcąc uwolnić
się od tych ograniczeń postanowiła opuścić OPEC, co skutkuje tym, że teraz sami
będą mogli ustalać poziom wydobywania ropy. Wcześniej w organizacji OPEC, kraje
członkowskie wspólnie decydowały o tym ile ropy uwolnić, by tym ustabilizować ceny.
Teraz kiedy ZAE opuści OPEC będą mogli samemu ustalić ile ropy wydobywać.
Można wyjść z założenia, że teraz
ZAE będzie więcej ropy sprzedawać, co znaczy, że wzrośnie podaż, a kiedy rośnie
podaż, spada cena. Dla ZAE lepiej będzie gdy zamiast sprzedawać 100 baryłek
dziennie po 100 $ (to są tylko liczby wymyślone, dla przekazania idei), będą
teraz mogli sprzedawać tych baryłek np. 180, po 60 $. W organizacji zarobiliby
więc 10 000 $ (100 razy 100), a po opuszczeniu OPEC 10 800 $ (180
razy 60), bo lepiej sprzedać więcej za mniej niż mniej za więcej – sprzedając
mniej za więcej, po prostu mniej zarobią.
Drugi punkt, który nie obił się
takim echem jak opuszczenie przez ZAE OPEC, to swap-line. Co to jest?
Waluta Zjednoczonych Emiratów
Arabskich, czyli dirham arabski, powiązany jest z dolarem amerykańskim po
stałym kursie, gdzie 1 USD = 3,6725 AED.
Gdybyście więc chcieli potradować
na tej parze walutowej, to nic nie zarobicie, bo kiedy dolar wzrośnie to
wzrośnie też dirham, a kiedy dolar spadnie, dirham, też spadnie. Tu widzicie
wykres wartości arabskiego dirhama do amerykańskiego dolara na przestrzeni
ostatnich 15 lat.
Teraz w minionym tygodniu ZAE
wymieniała własną walutę na amerykańskie dolary by zwiększyć swoją płynność. Po
co to zrobili? Jest to środek zapobiegawczy mający na celu zabezpieczenie
finansowania w dolarach w celu stabilizacji rynków w obliczu zakłóceń
gospodarczych wywołanych przez trwającą wojnę w Iranie.
A po co się amerykanie na to
zgodzili – bo jest to w ich wspólnym interesie. Gdyby ale z jakiegoś powodu
amerykanie nie przyjęli arabskiego dirhama, ZAE mógłby podobny manewr zrobić z
innym krajem, np. chinami, wymieniając swoją powiązaną z dolarem walutę na
chiński yuan. Co oczywiście amerykanom by się nie spodobało, bo oznaczałoby to
inaczej, że ropę handlować będą między sobą rozliczając to nie dolarem
amerykańskim, a konkurencyjnym yuanem.
Także wymiana walutowa ZAE na
amerykański dolar w celach stabilizacji zakłóceń na rynku surowcowym jest takim
kolejnym punktem, który będzie wymuszał spadek ceny ropy.
Skoro tak, to dlaczego mimo tego
ropa dalej nie spada?
Aktualna cena jaką widzimy na
rynku, dotyczy ropy z najbliższą dostawą, tzn. na giełdzie notowana jest ropa w
formie kontraktów. Te kontrakty mają swój termin zapadalności, po którym
następuje dostawa towaru. Towar ten ze względu na sytuację w cieśninie Ormuz,
jest w tej chwili deficytowy, a to prowadzi do jego wzrostu ceny.
Kontrakty z dalszym terminem
wygasania, czyli ropa z terminem dostawy na dalsze miesiące, te wszystkie
czynniki już uwzględnia i możemy to nawet sprawdzić.
W tej tabeli widzicie ceny
kontraktów na ropę z określonymi miesiącami dostarczenia. Widać, że wraz z
dalszym terminem dostarczenia, cena jest niższa. Na giełdzie taki stan nazywamy
backwardation. Normalnie im dalej patrzymy w przyszłość, tym cena jest wyższa,
bo kontrakty te wyceniają zarówno nieznajomą, która jest ryzykiem i tym samym
taką premią w cenie, jak i same koszty magazynowania ropy. Taki stan występuje
przez zdecydowaną większą część czasu i nazywane jest contango.
Obecnie jednak mamy odwrotność
contango, czyli właśnie backwardation i te ceny na rynku pokazują, że rynek
stara się już uwzględniać łagodzącą sytuację geopolityczną jak i potencjalny
wzrost podaży, spowodowany wyjściem ZAE z OPEC, który tym manewrem może
zwiększyć produktywność ropy, co oczywiście prowadzi do jego spadku ceny.
I tu przechodzimy teraz do punktu
dla którego ja nie wykorzystuję tą sytuację do handlu na spadek ceny ropy.
Techniczna sytuacja na wykresie nie zapowiada żadnego spadku ceny w krótkim
terminie. W dłuższym terminie, patrząc po kontraktach kolejnych serii, aby
otworzyć taką pozycję, musiałbym kupić kontrakt, który względem obecnej ceny
już jest dużo tańszy.
Spekulując na rynku kontraktów
różnicy kursowej, czyli CFD, gdzie kontrakty są po prostu rolowane do
następnych serii – przez co widzimy właśnie ciągły wykres uwzględniający wiele
lat wstecz, a nie poszczególne miesiące, to te kontrakty, mówię teraz o kontraktach
CFD, mają wbudowane koszty rolowania. Jest to właśnie naliczany SWAP. Przy
backwardation, na pozycji zarabiającej na spadkach, naliczany SWAP będzie
dodatni. Czyli teoretycznie powinno to wspierać pozycję zarabiającą na
spadkach. Ale jako, że jest to produkt brokera (ten CFD), to do tego SWAP
doliczane mogą być dodatkowe koszty, które są marżą brokera, co finalnie
prowadzić może do tego, że faktyczny długoterminowy zwrot z pozycji na takim
instrumencie CFD mimo sprzyjających warunków do spadków, klient na tym nie
zarobi. Innymi słowy mimo backwardation broker ustawić może taki SWAP, aby na
pozycji krótkiej zniwelować dodatkowe koszty rolowania i uwzględnić ryzyko
zmienności.
Kontrakty różnicy kursowej, czyli kontrakty CFD, są
świetnym instrumentem do krótkoterminowego handlu, ale nie są odpowiednie do
długoterminowego pozycjonowania się. Przy tym spadek ceny ropy do co najmniej
60 $, jest w mojej ocenie w 90% prawdopodobny w kolejnym roku, do trzech lat,
nie w krótkim terminie – w krótkim terminie cena uzależniona będzie od
kolejnych wydarzeń na bliskim wschodzie. Ogólnie rynek surowcowy nie jest
rynkiem do długoterminowego handlowania, a już w ogóle nie do długoterminowego
inwestowania. Stąd też ja mimo względnie wysokiej pewności co do spadku ceny
ropy (w długim terminie), nie zamierzam tego wykorzystać do zarobku. Wolę
równie wysokie prawdopodobieństwo wzrostu wykorzystać na rynku, gdzie nie mam
dodatkowych kosztów – czyli na rynku akcji.
Takie prawdopodobieństwo wzrostu
w długim terminie, mam na przykład na indeksie S&P500, gdzie też za
pośrednictwem dzisiejszego partnera właśnie w ten sposób inwestuję – inwestuję
co miesiąc 1000 zł w indeks S&P500, co po dwóch i pół latach przyniosło mi
naprawdę bardzo zadowalające wyniki. Jak bardzo zadowalające to widzicie tutaj:

Jest to screen z moich otwartych
pozycji na tym rachunku – zwróćcie proszę uwagę na ostatnią kolumnę w portfelu.
Widzicie tu prowizje za transakcje. Ja żadnej prowizji za transakcje nie
zapłaciłem, bo do 100 tys. € miesięcznego obrotu możecie inwestować w akcje i w
ETF’y nie płacąc prowizji. Skoro nie pobierają prowizji za transakcje, to na
czym broker zarabia – no właśnie na dzisiaj opisanym mechanizmie SWAP’owym, ale
zapewne też na spredach, oraz wymianie walutowej. Więc jeśli chcecie tak jak ja
inwestować i korzystać z względnie wysokiego prawdopodobieństwa wzrostów rynku
akcyjnego w długim terminie, to możecie to zrobić między innymi właśnie za
pośrednictwem ich konta.
Sprawdź ofertę XTB ->